Podobnie jak wiele polskich miejscowości, również Sieradz doznał dotkliwych strat w efekcie niemieckich ataków we wrześniu 1939 r. Miasto znalazło się na głównym kierunku natarcia jednostek Wehrmachtu, zmierzających na Warszawę. Nie obyło się zatem bez intensywnego ostrzału artyleryjskiego oraz bombardowań przeprowadzonych przez niemieckie eskadry.
Czas pokazał, że mieszkańcy Sieradza zostali brutalnie potraktowani również przez Sowietów. Teoretycznie Polska i ZSRS znalazły się po czerwcu 1941 r. (tj. po niemieckim ataku na Związek Sowiecki) w tym samym sojuszu przeciwstawiającym się niemieckiemu ekspansjonizmowi. Tej okoliczności nie zmieniło nawet zerwanie stosunków dyplomatycznych Kremla z polskimi władzami na uchodźstwie (kwiecień 1943 r.). Ponadto sowiecki dyktator Józef Stalin usiłował kreować swój wizerunek jako rzecznika sprawy polskiej. Mimo tego Dowództwo Wojskowych Sił Powietrznych Armii Czerwonej nie miało oporów przed bombardowaniem polskich miast. Lwów, Warszawa i Lublin to tylko ważniejsze z nich, które znalazły się na celowniku sowieckich „asów” przestworzy.
W styczniu 1945 r. los ten spotkał również mieszkańców Sieradza, w trakcie sowieckiej ofensywy ‒ tzw. operacji wiślańsko-odrzańskiej. Do ataku lotniczego doszło rzekomo w odwecie za zestrzelenie jednego z sowieckich samolotów zwiadowczych. Według stanu współczesnych badań wersji tej nie potwierdzono. Wiadomo natomiast, że zasadniczy cel tej operacji, czyli kolumna niemieckich pojazdów transportowych stacjonujących na sieradzkim Rynku Praskim, w momencie przeprowadzenia ataku znajdował się już daleko od miasta.
Niedokładne rozpoznanie tudzież opieszałość w realizacji rozkazu wydanego dzień wcześniej (tj. zanim Niemcy ewakuowali się w kierunku Kalisza) nie usprawiedliwia jednak dokonanego z pełną bezwzględnością nalotu na polskie miasto. Eskadra w sile kilkunastu bombowców Pe-2 i Ił-2 wystartowała z zajętego wcześniej przez czerwonoarmistów lotniska w Radomiu.
Pierwsze bomby spadły na wsie usytuowane na południowy wschód od celu bombardowania (m.in. Chojne). Kolejne (ok. godz. 15) trafiły w zabudowania Sieradza – m.in. przy ulicy Rycerskiej i Zamkowej. Zniszczeniu uległ m.in. budynek dawnego gimnazjum, w trakcie wojny zajmowany przez okupacyjną administrację. Zaskoczenie mieszkańców miasta było tym większe, że (tak, jak wyżej wspomniano) niemieccy najeźdźcy, świadomi nadciągania sowieckich jednostek, zdążyli się w pośpiechu ewakuować.
Wedle wspomnień Janusza Kurkowskiego (wówczas siedmioletniego chłopca): „Zaraz po pierwszych detonacjach ojciec, mama oczekująca czwartego dziecka, brat (…), siostra (…) i ja przerażeni wbiegliśmy na ulicę (…). Pamiętam leżące ciała. Jedna z kobiet ranna w stopę usiłowała się podnieść. Nasz sąsiad (…) stracił wtedy żonę i dwoje dzieci”.
Z kolei liczący sobie w tym czasie zaledwie pięć lat Wiesław Cajdler wspominał: „Pamiętam (…), że zaraz po nalocie nie mogłem wydostać się spod ciała mamy. Mama mnie przykryła swoim ciałem i dzięki temu żyję (…). Pamiętam krew, jak leciała z głowy mamy i jej łzy (…). Zawieziono ją do szpitala, ale tam już nie przyjmowali i wkrótce zmarła. Ja zostałem sierotą i od tego czasu wychowywałem się przy babci. Ciężko było!”.
Po wojnie bombardowanie stało się lokalnym tematem tabu. Zależni od Kremla włodarze Polski „Ludowej” byli niechętni upamiętnieniu sowieckiego nalotu. Dzięki świadectwu zawartemu we wspomnieniach księdza Apolinarego Leśniewskiego (pierwszego powojennego proboszcza kościoła farnego w Sieradzu pw. Wszystkich Świętych, a wcześniej jednego z kapelanów Armii Krajowej w trakcie Powstania Warszawskiego), od sowieckich bomb życie straciło ok. 100 mieszkanek i mieszkańców Sieradza, a kolejne 200 zostało rannych. Niewykluczone jednak, że ofiar tego nieuzasadnionego względami militarnymi aktu barbarzyństwa było więcej.
